Za dużo pracy, czy zbyt wielu pracowników?

Bartłomiej Magierowski

Wyobraźcie sobie dużą, chińską aptekę, powiedzmy trzysta metrów kwadratowych, medycyna tradycyjna i współczesna... a teraz wyobraźcie sobie, że wchodząc do tej apteki nie macie jak przejść, bo wszędzie stoją dziewczyny z obsługi. Dosłownie co trzy metry jedna lub kilka pracownic tej właśnie apteki.

Mała restauracyjka, boczna uliczka. Przyjemnie, elegancko, czysto, w ofercie kilkanaście pysznych zup z kośćmi, makaronem, zielonymi warzywami, kaczką. W środku cztery stoliki, przy każdym cztery stołeczki, w sumie mogą obsługiwać około szesnastu do osiemnastu klientów. W tej małej restauracyjce pracują cztery kelnerki, dwóch kucharzy i dwóch chłopaczków rozwożących jedzenie. W Polsce szef takiej restauracji zatrudniłby dwie osoby. Fakt, że ta mała restauracyjka radzi sobie całkiem dobrze, wiedzą jak się promować, dbać o klienta i przede wszystkim gotować pyszne zupy.

Tych przykładów są setki. Codziennie w chińskim markecie napotykam ochroniarza, którego praca polega na staniu przy wejściu i witaniu gości. Wchodząc piętro wyżej stoi dziewczyna z obsługi i podaje koszyki, albo wózki. Spacerując między półkami napotykam kolejne dziesiątki osób z obsługi, które chodzą wkoło półek, albo co trzy dni przekładają ciasteczka z jednego regału na drugi. Zdarza się w określonych godzinach, że pracowników jest więcej niż klientów. Muszę ich po prostu wymijać, obchodzić i czekać aż przejdą, czy coś przełożą z półki. Tak samo wyglądają na przykład salony fryzjerskie, przy drzwiach dwie dziewczyny, które witają gości, na recepcji kolejna dziewczyna, ponadto pięć dziewczyn, które myją głowę, kilku fryzjerów i to wcale nie są wielkie salony. Podobnie sytuacja wygląda w dobrych restauracjach, przy wejściu jedna lub nawet cztery pięknie ubrane dziewczyny, które witają gości, a w środku cała zbiorowość kelnerów i kelnerek.

Spacerując ostatnio w centrum miasta, napotkałem czterech parkingowych. Zastanawiałem się, co czterech facetów w płaszczach, z pomarańczowymi szalikami robi na środku chodnika? Jak wywnioskowałem po pracy jednego z nich – wskazywał ręką, gdzie ma wjechać samochód, to byli parkingowi. Zastanawiam się, czy na przykład nie mógł tam stać jeden człowiek, albo po prostu czekać na parkingu. W Polsce pracodawca zatrudniłby jednego portiera i kazałby mu biegać pomiędzy portierką, czy budynkiem a parking.

Zastanawiam się zawsze, jak takie firmy, instytucje, restauracje mogą funkcjonować, jak można zatrudniać tyle osób, jeśli tam prawie w ogóle nie ma klientów. Oceniając to z ekonomicznego punktu widzenia powody mogą być różne: bardzo niskie pensje tej całej armii pracowników, bardzo wysokie ceny usług lub produktów, niższe podatki i praktycznie brak obowiązkowych ubezpieczeń, albo też jakiś dziwny interes i pralnia pieniędzy. Ta cała armia pracowników po prostu ma pracę, żeby ją mieć i wcale nie oznacza to, że muszą być bardzo zajęci, wręcz przeciwnie czasami się obijają.

Patrząc na to wszystko z innej perspektywy większość właścicieli firm wie, jak istotna jest szybka obsług klientów, rzetelna pomoc, czystość, eleganckie powitanie klienta, to wszystko wymaga nakładu pracy. Chińczycy raczej nie są leniwi. Moja znajoma zrezygnowała ostatnio z pracy, bo mówiła, że jest to nudne zajęcie, nic się nie dzieje i tylko liczy każdą godzinę w biurze, żeby ostatecznie o 18:00 wrócić do domu. Oczywiście ludzie są różni, ale ci, którym zależy na dobrej pracy, dobrej płacy i chcą się rozwijać, na pewno nie będą siedzieć bezczynnie i odbierać co miesiąc marne pensje.

Jak to wszystko funkcjonuje w kraju środka? Jak można utrzymywać tylu pracowników, ale przecież przynajmniej ci ludzie mają pracę i jakiś mniejszy, czy większy zarobek. A skoro menadżerowie tych firm, restauracji, hoteli, marketów, sklepów, aptek mogą sobie pozwolić na taką gromadkę pracowników i nadal mają zysk z działalności, to przecież nie będę im zabraniał zatrudniać ludzi. Część z zatrudnionych osób będzie się czasem obijać, unikać pracy, a inna część będzie bardzo zajęta lub zajęta w określonych porach dnia (w restauracji w czasie obiadu, u fryzjera wieczorem, w markecie w weekendy itp.). A w Polsce... no cóż, mamy armię bezrobotnych, zatrudnianie kogokolwiek jest absurdem i w ogóle się nie opłaca, a tych już zatrudnionych można w każdej chwili wywalić z pracy, bo pod drzwiami czeka już dwudziestu następnych. Smutne, ale prawdziwe.


KOPIOWANIE, PRZEPISYWANIE, CYTOWANIE, PUBLIKOWANIE CAŁOŚCI LUB FRAGMENTU TEKSTU BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE!!!

Koniecznie dodaj komentarz do tego tekstu!

Autor komentarza:

Komentarz (do 250 znaków, dane obowiązkowe):

Przepisz kod weryfikacji (obowiązkowo):



 

 

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone