"Wolny Tybet" - hasło dla naiwnych

Bartłomiej Magierowski

Każdy konflikt zbrojny, krwawa demostracja czy po prostu rzeź niewinnych ludzi powinny być potępiane. Zrozumiałe jest to, że wydarzenia w Tybecie budzą nasz niepokój. Ostatnie krwawo tłumione demonstracje sprawiły, że coraz częściej buntujemy się otwarcie przeciwko łamaniu praw człowieka w Chinach. Buntujemy się my, zwykli ludzie, my, którzy odczuwamy żal, solidaryzujemy się z uciśnionymi, współczujemy im - to naturalne odruchy ludzkie. Problem polega jednak na tym, że to nie uczucia rządzą światem, ale pieniądze i interesy. Właśnie dlatego żaden rząd nie potępi oficjalnie i kategorycznie chińskich władz. Mogą się buntować jednostki, grupy, organizacje. Internauci mogą organizować pikiety, demonstracje i bojkoty, ale nic już nie zatrzyma ostrza wymierzonego przez Pekin w kierunku Tybetu.

Chińskie władze nigdy nie pozwolą na to, by którakolwiek z prowincji myślała o niepodległości, tym bardziej nie pozwolą też na to, aby inne kraje dyktowały im, w jaki sposób mają postępować ze swoimi obywatelami i jak powinny rozwiązywać problemy na własnym podwórku. W Państwie Środka życie ludzkie nigdy nie miało znaczenia. Obecnie można to zaobserwować nawet na ulicach większych miast, gdzie żadne samochody nie przepuszczają karetek, ambulansy z chorymi po prostu czekają w korkach na sygnale. Zdarzają się uliczne lincze na złodziejach, a sąsiedzkie kłótnie mogą zmienić się w śmiertelne bijatyki. Tłum potrafi oglądać takie "widowisko", bo nikt go nie przerwie, ludzie będą czekali, aż nastąpi dramatyczny finał. W kraju, gdzie codziennie przeprowadza się setki tysięcy dobrowolnych i przymusowych aborcji, wykonuje kary śmierci, handluje organami, życie ludzkie nie ma wielkiej wartości. Chińczycy przywykli do tego od tysięcy lat, są tylko trybikiem wielkiej machiny, nie liczą się ich uczucia ani poglądy. Liczy się tylko dobro ogółu, co tutaj akurat oznacza raczej dobro partii.

Nie byłbym obiektywny, gdybym nie napisał, że Chiny powoli się zmieniają. W kraju, w którym pięćdziesiąt lat temu miliony cierpiały głód, teraz jest zupełnie inaczej. Wielu pospolitych ludzi ma szanse na lepsze życie. Wykształcenie i dobra praca zapewniają im byt. W tej chwili nowobogackich Chińczyków są miliony - w skali całego kraju niewiele, ale jeśli liczba osób zamożnych stale się zwiększa, sprzyja to poprawie sytuacji w całym kraju. A prawo godziwego życia mają wszyscy ci, którzy zdobyli wykształcenie, pracują w porządnej firmie i... nie mieszają się w politykę.

Z władzami Chin nie ma dyskusji, one z nikim nie rozmawiają i nikt nie ma prawa wyrażać swoich poglądów. Nikt nie może zakłócić pracy maszyny, jaką są nowe prężne Chiny. Tutaj nie ma miejsca na religię, sztukę, indywidualne poglądy, dyskusje, debaty. Każda (nawet lokalna) gazeta zaczyna dzień od przeanalizowania informacji z biura głównego cenzora - znajdują się tam instrukcje dotyczące tego, o czym nie należy w danym dniu pisać. W Chinach nie ma wolności.

Jak na ironię losu cały świat ma interes w tym, aby Chiny były w jakimś sensie zniewolone, a Chińczycy ciemiężeni. Każdy polski biznesmen oczekuje możliwie najniższych cen od swoich dostawców z Państwa Środka. Przeciętny Polak chce kupić tanie, dobre buty, każdy chce mieć możliwie najtańszy odtwarzacz mp3 o jak największej pojemności.

Czy takie produkty byłyby dostępne w demokratycznych Chinach? Czy producenci ustalaliby niskie ceny, gdyby robotnicy ich fabryk strajkowali i gdyby ci zwykli Chińczycy domagali się lepszego traktowania, ubezpieczeń, określonych godzin pracy i dodatkowych płac za nadgodziny? Odpowiedź jest prosta - z ekonomicznego punktu widzenia żaden kraj na świecie nie potrzebuje demokratycznych Chin. Takie Chiny nie będą już partnerem w interesach, a wolni i niezależni robotnicy nie dostarczą do Polski produktów, na których przedsiębiorcy zarobią sto, dwieście, a może trzysta procent.

Kolejną przeszkodą dla utworzenia demokracji w Chinach jest mentalność samych Chińczyków. Ci ludzie nie potrafią zatrzymać się na czerwonym świetle. Dlaczego? Bo zwykle nie są za to karani. Wyobraźmy sobie teraz takie "zielone światło" w innych aspektach ich życia. Tysiące partii, miliony poglądów, wolność dla każdej jednostki, niepodległość dla kilku prowincji, bezsilna władza, nieskuteczna policja i niegroźne wojsko, miliony Chińczyków za granicą. Cały kraj ogarnąłby chaos, mogłoby się to zakończyć nawet podziałem kraju. Taka rewolucja popsułaby gospodarkę całego świata. Wielka maszyna produkująca codziennie miliony zabawek, aparatów cyfrowych, ciuchów, sprzętu AGD... nagle by się zatrzymała. Tutaj dominują silne i krwawe rządy, nie da się tego zmienić na pięć miesięcy przed olimpiadą. Wolność w Chinach musi urodzić się sama, nie z konfliktów i biedy, ale z dobrobytu. Powoli zmieni się świadomość ludzi wykształconych i bogatych, zaczną oni stanowić coraz większą grupę, która będzie się domagała nowych swobód i praw, z tą grupą rząd będzie się liczył. Protestującymi mnichami, robotnikami czy rolnikami walczącymi o ziemię pod budowę jakichś fabryk władza nie będzie się przejmować.

Polacy wykrzykują już teraz hasła "Wolność dla Tybetu", "Koniec z łamaniem praw człowieka w Chinach", chcą bojkotować chińskie produkty (to akurat wiązałoby się z bojkotem prawie wszystkiego, od mebli poczynając, na firmowych iPodach i telefonach Nokii kończąc), chcą zakłócić olimpiadę. To piękna solidarność, to humanitarne zachowanie, ale rząd Chin nie będzie tym wzruszony. Tutaj nikt nie liczy się z ofiarami, a już tym bardziej z opinią polskiej siatkarki czy studenta z Krakowa. Chiny nie cofną się przed niczym, by trzymać swoich obywateli w ryzach. Taka jest tragiczna prawda i tak wygląda martyrologia narodu chińskiego. Jeszcze smutniejsze jest to, że nam tak naprawdę wcale nie zależy na demokracji i wolności w Chinach, Tybecie, na Tajwanie. Lubimy te wzniosłe hasła, ale lubimy też niskie ceny, cieszymy się, że mamy firmy handlowe i że zarabiamy na tanich produktach z Chin - towar musi być tani i na czas, tak więc zniewolony chiński robotnik musi pracować dzień i noc, żeby nam żyło się dostatniej. Wolność dla Tybetu oznaczałaby kolejne przywileje dla wszystkich obywateli i ustępstwa poczynione na ich korzyść, a tego nie da się połączyć z szybką i tanią produkcją. Jedno ustępstwo komunistycznych władz zapoczątkowałoby cały szereg zmian, na które nie tylko Państwo Środka, ale i cały świat nie są gotowi.

Nadeszła tragiczna godzina dla Tybetu, żadne słowo na polskich forach internetowych nie zmieni rzeczywistości. Chiny rozliczą się z demonstrantami z Tybetu, ale świat nigdy nie pozna liczby ofiar. Czy za kilka miesięcy zapomnimy o tych poszkodowanych ludziach i będziemy pamiętali tylko liczbę złotych i srebrnych medali z Pekinu?

[ link do publikacji prasowej lub internetowej]

KOPIOWANIE, PRZEPISYWANIE, CYTOWANIE, PUBLIKOWANIE CAŁOŚCI LUB FRAGMENTU TEKSTU BEZ ZGODY AUTORA JEST ZABRONIONE!!!

Koniecznie dodaj komentarz do tego tekstu!

Autor komentarza:

Komentarz (do 250 znaków, dane obowiązkowe):

Przepisz kod weryfikacji (obowiązkowo):


Tuurlututu

komentarz z dnia 19.11.2008, godz. 10:09

musze przyznac, ze bardzo dobry tekst.


 

 

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone