Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Czasami już nie nadążam nad tym, gdzie i kiedy podróżują moi znajomi Chińczycy. Przyznam, że dla wielu osób dalekie podróże stały się codziennością. Chińczyk, który prowadzi swoją firmę handlową podróżuje cały czas do krajów europejskich, Kanady, Afryki i USA (wcześniej także Bliski Wschód). Zarówno służbowo jak też prywatnie z rodziną. Inny kupił już mieszkanie w Dusseldorfie, bo prowadzi interesy z Niemcami, a jego dzieci uczą się już w Niemczech. Koleżanka regularnie lata na egzotyczne wyspy takie jak Phuket, Bali i Malediwy (można pozazdrościć), prowadzi kilka biznesów: agencja reklamowa i salon SPA. Inna znajoma pochwaliła się, że leci z USA do Niemiec na jakieś forum. Kolejna Chinka, kiedyś moja modelka bywa często w Australii i USA. Pieniądze i wizy nie stanowią już problemu. Zaznaczę tylko, że aby otrzymać wizę często muszą pokazać jakim majątkiem i jakimi oszczędnościami bankowymi dysponują. W tej chwili wielu Chińczyków mieszkających w średnich i dużych miastach może pochwalić się znaczącym majątkiem. Jeszcze w latach 90-tych takie podróże byłyby w ogóle niemożliwe. Wówczas podróżowali tylko politycy, znaczący biznesmeni i niewielka ilość studentów na wymiany z uczelniami najczęściej z Ameryki Północnej i Europy. Oczywiście wielu Chińczyków w czasie tych podróży zakupuje znaczące ilości mleka w proszku, markowych czekolad i whisky.
Po wizycie prezydenta Xi Jinping rozgorzały dyskusje na temat eksportu polskich wyrobów na rynek chiński. Oczywiście szans i możliwości jest wiele, ale znając życie wiele zostanie zmarnowanych. Eksporterzy mogą się cieszyć, ale nie wiem czy przeciętny Polak powinien być szczęśliwy. Rynek chiński jest bardzo chłonny. Już teraz w niektórych krajach wprowadzono limity na sprzedaż i eksport mleka dla niemowląt. Chińczycy wykupują coraz więcej produktów spożywczych pochodzących spoza Azji. Cena w zasadzie nie gra roli. Jeśli eksport z Polski do Chin ruszy pełną parą to niestety, ale niektóre produkty mogą po prostu zdrożeć tutaj w Polsce. Producentom, hurtownikom i eksporterom będzie się opłacało wysyłać towary z zawyżoną ceną do Kraju Środka niż sprzedawać je taniej na rodzimym rynku. Oczywiście wszystko zależy od skali eksportu i ilości, ale Chińczycy na pewno doceniliby jakość polskiego mleka i produktów mlecznych, mięsa, owoców, przetworów owocowych, słodyczy itp. Do tej pory eksport był śladowy, często przez pośredników w innych krajach Europejskich, przez agentów w Hong Kongu czy na Tajwanie. Teraz będzie to bardziej bezpośrednie i zapewne na dużo większą skalę. Jak to wpłynie na nasz rynek - okaże się w ciągu kilku lat. Na pewno apetyt i zapotrzebowanie rynku chińskiego będzie stale rosło. Tam cena po prostu nie gra żadnej roli, bo zawsze znajdą klienta. Za mleko dla niemowląt płacą dwa lub trzy razy więcej niż w Polsce. Z wieloma innymi produktami może być podobnie.
Polska obudziła się po 12 latach... przypomnieli sobie, że są Chiny! Odwiedzili prezydenta Xi Jinpinga, a teraz on odwiedza Polskę. Mam wrażenie, że w tej chwili współpraca będzie się odbywała na warunkach chińskich. Kraj Środka może wybierać i przebierać w partnerach. Doskonale współpracują z Niemcami i Francuzami od dekady. Zastanawiam się, komu zależało na tym, żeby Polska nie aspirowała do roli chińskiego partnera w Europie? Nie będę wprost oskarżał, ale mam swoją koncepcję. Niemcom na pewno nie jest na rękę import/eksport bezpośredni z Chin i do Chin. Na pewno nie jest im na rękę rozwój linii kolejowej z Chin do Polski (chociaż jest to dużo droższy transport niż morski). Na pewno też nie jest korzystny rozwój polskich portów. To wszystko było przez lata wyhamowane. Teraz działania są po prostu spóźnione. Dużo zależy od władz Chin, a my co najwyżej możemy inicjować współpracę, bo wiadomo, że w oczach przeciętnego Chińczyka nie jesteśmy silnym krajem w Europie. Niestety sami na to zapracowaliśmy od 1989 roku.
Zauważyłem ostatnio siedząc z przodu w nowej taksówce VW w Shenzhen, że kierowca jest bardzo zajęty telefonem komórkowym. Co skrzyżowanie i jakieś dłuższe oczekiwanie na światłach to sprawdzał swój smartfon. Jak się okazało był bardzo zajęty sprawdzaniem sytuacji na giełdzie papierów wartościowych. W którym kraju taksówkarze grają na giełdzie? Jak on w ogóle ma na to czas? Jak widać pewne aplikacje umożliwiają inwestowanie pieniędzy w czasie wykonywania zupełnie innego zawodu. Oczywiście do czasu aż spowoduje stłuczkę śledząc stan swoich inwestycji.
Muszę zweryfikować kolejny stereotyp dotyczący Chin. Przeciętny Polak myśli, że w Chinach ludzie żyją za miskę ryżu, kupują jakieś syfiaste zabawki, a elektronika użytkowa jest na poziomie Afryki. Otóż elektronika w Chinach jest teraz bardzo zaawansowana. W każdym metrze można zobaczyć setki ludzi korzystających z najnowszych telefonów Apple i Samsunga. Jest też wiele chińskich marek, które są bardzo zaawansowane jak chociażby pożądany w Polsce XiaoMi, całkiem sprawnie działają też telefony Vivo, które są bardzo popularne w Kraju Środka. Żona korzysta teraz z XiaoMi Redmi 3, który kupiliśmy za około 500 PLN. Ze smutkiem patrze, jak szybko funkcjonuje ten telefon. W podobnych cenach w Polsce mamy niektóre modele Nokii i Samsunga, które w mojej ocenie są o połowę wolniejsze i mają częste 'zastoje' na przykład przy oglądaniu filmów lub otwieraniu bardziej wymagających stron www. Zaznaczę też, że przeciętny Chińczyk nie korzysta nawet z tableta. Dobry telefon jest wystarczający do pracy, rozrywki i przeglądania informacji. Oczywiście najpopularniejszą aplikacją, która jest otwarta w każdym telefonie w Chinach jest WeChat (darmowe rozmowy online, video-rozmowy, transfer pieniędzy, płatności, wyszukiwanie znajomych i funkcje podobne do Facebooka). Może trudno w to uwierzyć, ale nawet chińscy rolnicy korzystają z telefonów z internetem 4G. Niektórzy prowadzą nawet sklepy online oferując swoje warzywa. Niesamowity postęp technologiczny. Może jeszcze nie Japonia, ale już prawie ;-).
