DZIENNIK

moje zapiski z życia w Chinach

CZYTAJ OD POCZĄTKU, LUTY 2006
<<<poprzednie wpisy

oglądasz najnowsze wpisy

Sobota, 11 marzec 2023

Muszę przyznać, że życie obcokrajowców w Chinach jest teraz dużo łatwiejsze. Pamiętam, gdy w latach 2004-2010 musiałem gdzieś jechać służbowo - na dworcu autobusowym lub kolejowym pojawiałem się wcześniej, żeby kupić tradycyjny bilet. Oczywiście panie w kasach nie mówiły ani słowa po angielsku. Najgorsze były komunikaty z głośników, jedynie po chińsku i wtedy niewiele z tego rozumiałem. Dodatkowo musiałem sobie zapisać po chińsku nazwę miejscowości i trzykrotnie upewnić się, że mam właściwy bilet i wsiadam do właściwego autobusu/pociągu. Wiadomo z samolotami było łatwiej, bo tam widniały napisy w wersji pinyin. Chociaż z komunikatami głosowymi po angielsku bywało już różnie. Aktualnie te wszystkie bilety można kupić w aplikacjach na smartfonie. Kiedyś szukało się taksówki, a wieczorami w takich miastach jak Shenzhen, Guangzhou czy Szanghaj nie było to łatwe. Obecnie są aplikacje ubero-podobne. Bez problemu mamy dostęp do różnych map, adresów online. Są też mapy metra, informacje na wyświetlaczach, różne automaty z językiem angielskim i ogłoszenia po angielsku, chińsku i kantońsku (w Shenzhen). Zawsze stresowałem się jadąc do mniejszej miejscowości, bo skąd miałem wiedzieć, że już do niej dotarłem? Czasami podróż miała trwać dwie godziny, a trwała trzy, ze względu na korki czy jakiś wypadek. Na szczęście większość kierowców krzyczała nazwę miasta lub przystanku. Problemy pojawiały się, gdy w jednym mieście było kilka przystanków. Ludzie używali wtedy tradycyjnych komórek, nie było kontaktu email, nie było WeChata, Whatsapp, map itd. Możecie się teraz śmiać, ale ja czasami używałem kompasu! Przydał się nawet w Bangkoku, wyznaczyłem właściwy azymut i mówiłem mojej żonie, że idziemy we właściwym kierunku. Nie byłem tylko pewien odległości, więc ostatecznie wzięliśmy taksówkę. Taksówkarz nas przepraszał, bo okazało się, że przewiózł nas 200 metrów. Aktualnie ludzie polegają na technologii, wtedy musieliśmy polegać na własnych zmysłach, wyczuciu kierunku albo kompasie. Jedyna mapa jaką miałem to była ta wydrukowana lub zapamiętana z ekranu komputera. Miało to też swój urok, bo czasem odkrywało się coś nowego, ciekawe miejsca, inne sklepy. Zdarzało się, że kogoś trzeba było zapytać o drogę i nawiązywało się jakąś krótką rozmowę. To były inne czasy, nie tak odległe, ale wiele się zmieniło.

<<<poprzednie wpisy

oglądasz najnowsze wpisy


 

 

 

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone