DZIENNIK

moje zapiski z życia w Chinach

CZYTAJ OD POCZĄTKU, LUTY 2006
<<<poprzednie wpisy

oglądasz najnowsze wpisy

Piątek, 3 lipiec 2020

W Shenzhen, w ciągu kilku tygodni w kwietniu i maju 19 dzieci popełniło samobójstwa. Dlaczego? Głównie chodzi o presję związaną z egzaminami w szkołach podstawowych i średnich. Przez 2 miesiące nauka odbywała się zdalnie, w domu... wielu rodziców wykupiło różne dodatkowe lekcje online, dodatkowe zajęcia. Obserwując naszych znajomych - mam czasem wrażenie, że dzieci w Chinach są traktowane jak produkt inwestycyjny. Inwestuję w dziecko i realizuję swoje marzenia, pragnienia. Oczywiście, każdy rodzic chce lepszej przyszłości dla swojego dziecka, ale dzieci w Kraju Środka mają za dużo presji. Dodatkowo w szkołach prowadzone są bardzo szczegółowe rankingi uczniów, kto jest najlepszy, kto jest najgorszy. To samo zresztą funkcjonuje wszędzie, w zakładach, w szpitalach, w hotelach. Jeśli będziecie w Chińskim banku czy szpitalu/przychodni możecie przy wejściu zobaczyć zwykle ranking "najlepszych pracowników" ze zdjęciami. W Chinach od dawna panuje kult bycia najlepszym, a w dorosłym życiu kult bycia najbogatszym. Często jest tak, że noworodek ma już zaplanowaną przyszłość przez rodziców, odpowiednio dobrane imię. Trudno mi to sobie wyobrazić, ale tak niestety jest. Niektórzy nasi znajomi z prowincji Guangdong czy Hunan, a nawet Chińczycy mieszkający za granicą traktują dzieci jako, jakiś fundusz. Teraz inwestują, ale to się powinno zwrócić. Nie interesują się tak bardzo sferą emocjonalną dziecka, jego problemami, niezaradnością. Jest jakiś przykaz z góry "masz być najlepszy!". Te dzieci naprawdę nie mają lekko. Szkoła od rana do wieczora, z przerwą obiadową, późnym wieczorem czy nawet w nocy dodatkowe zajęcia np. angielski online z native speakerami z USA, Anglii, Australii, nauka gry na fortepianie, korepetycje. Do tego zarówno władza, jak i rodzice oczekują posłuszeństwa, dyscypliny od dzieci. Wspominałem już o musztrach w przedszkolu. Ma to jakieś plusy, ale z niczym nie można przesadzać. Te dzieci nie mają wolności, nie mają czasu, nie mają prawdziwego dzieciństwa. Rodzice tylko wymagają, ale często jest tak, że od urodzenia do wieku przedszkolnego to dziadkowie zajmowali się wnukami. Szkoda, że to wszystko tak mocno odbija się później na psychice dzieci i nie wytrzymują tej presji, nie mogą podołać niezdrowym oczekiwaniom rodziców.

Czwartek, 9 lipiec 2020

Jak tak policzę to chyba około 100 razy przekraczałem granicę Chiny - Hong Kong, a ściślej Shenzhen - Hong Kong. Miałem kiedyś nawet wpis w ich rejestrze, że za często przekraczam granicę. Najpierw starą granicę w Luohu, a później nową w Futian. Za każdym razem było to takie przejście z jednego do drugiego systemu. W Hong Kongu był taki powiew wolności. Już po stronie Hong Kongu straż graniczna była bardziej wyluzowana, uśmiechnięta. W Hong Kongu ludzie mogli mówić to, co chcieli. Mieli różne hobby, zainteresowania, miała na nich wpływ kultura wschodu i zachodu. Żyli inaczej niż w Shenzhen. Oczywiście nie wszyscy byli idealni, bo to nie jest tak, że Chińczyk z Chin kontynentalnych jest zły i niekulturalny, a ten z Hong Kongu jest dobry, wykształcony i obyty. Po prostu otaczała ich inna kultura, inne realia. Mimo wszystko w Hong Kongu było czuć demokrację - różne plakaty, różne poglądy, swobody obywatelskie, przywileje, prawa człowieka, chociaż życie zwykłych ludzi nie było wcale lekkie. Sam widziałem czasami jakieś drobne manifestacje, protesty. Kiedy wracało się do Shenzhen już pojawiał się jakiś stres. Na granicy różnie bywało, a po stronie chińskiej służba graniczna nie była uśmiechnięta ani wyluzowana. Czasami po prostu nie spodobała im się czyjaś gęba i przeglądali paszport 20 minut. Miałem taką sytuację wracając z wyspy Balii, środek nocy, a ten służbista oglądał każdą stronę mojego paszportu i analizował, czy jakaś pieczątka nie jest podrobiona. Znałem też osoby z Polski, które przekraczały ze mną granicę, jedna została zatrzymana praktycznie na pół godziny i dociekali, dlaczego nie miał pieczątki z Londynu, skoro stamtąd wyleciał do Hong Kongu, a później próbuje się dostać do Chin? W Hong Kongu nie wnikali tak bardzo w pieczątki i paszporty. Do czego zmierzam - dzisiaj w Hong Kongu założono chińskie biuro bezpieczeństwa i obawiam się, że już za kilka miesięcy nie będzie tego powiewu wolności po stronie Hong Kongu. Kraj Środka wchłania Hong Kong i najwyraźniej slogan "dwa systemu - jedno państwo" nie sprawdził się.

Poniedziałek, 20 lipiec 2020

Znajoma Chinka spędza wakacje w hotelu Hyatt w Sanyi (wyspa Hainan). Pokazała nam parę zdjęć i tak zapytaliśmy (trochę przekornie, bo znamy odpowiedź) - czemu nikt nie pływa w morzu? Ogólnie Chińczycy boją się opalić, unikają słońca, a ciężko się pływa z parasolem. Poza tym morze, fale - chyba trochę ich przerażają, tam wiele osób w ogóle nie potrafi pływać. Widywałem czasami dorosłych facetów z dmuchanymi kółkami?! Pamiętam, kiedy tam byliśmy wiele lat temu, większość ludzi po prostu spacerowała po plaży z parasolami. Oczywiście nie padało, tylko chronili się przed promieniami słońca. My pływaliśmy i woda była świetna, nie za ciepła, nie chłodna, poza tym średniej wielkości fale. Warunki idealne! Gdybyśmy tak mieli w Bałtyku, nikt nie wychodziłby z wody nawet. Wracając do naszego pytania - koleżanka odpowiedziała, że nie pływają w morzu ze względu na obostrzenia COVID-19?! What?! Po chwili dodała: w hotelu jest fajny basen i aquapark, tam dużo ludzi pływa. Ha ha ha! Tak więc w wodzie morskiej, która ogólnie przypływa, odpływa, jest dużo przestrzeni, plaża, wiatr - tam można się zarazić koronawirusem. Natomiast w stojącej wodzie w basenie, w tłumie ludzi, takim wirusem się nie zarazimy ;-). Ciekawa teoria.

Środa, 22 lipiec 2020

Pisałem czasami o cenach nieruchomości w Chinach. Dla mnie było dosyć zrozumiałe, że nowe mieszkania w dużych miastach kosztują coraz więcej - w przeliczeniu nawet 15-20 tysięcy PLN za 1 m2. Oczywiście są też dużo droższe apartamentowce, zamknięte osiedla, z basenami itd. Zdziwiłem się jednak będąc w JiaXing, mniejszej miejscowości w prowincji Zhejiang. Tam mieszkania znacząco podrożały, ale co szokujące również takie na dosyć obskurnych osiedlach. Wyobrażacie sobie czarno-szare od brudu klatki schodowe, wiszące wiązki kabli i przewodów przy bramach wejściowych, brak wind, drewniane schody, brak miejsc parkingowych i ogólny syf dookoła. Nawet takie mieszkania kosztują 5000-7000 PLN za 1m2. Często jednak ludzie decydują się na taki zakup, bo jak wiecie w Chinach ważne jest miejsce zameldowania. Ułatwia to dostęp dla dzieci do przedszkoli, szkół, opieki zdrowotnej, spraw urzędowych itd.

Czwartek, 15 październik 2020

Kojarzycie pojęcie "bosych lekarzy" z Chin? W latach 60-tych w Kraju Środka wybrani rolnicy przechodzili kilkumiesięczne kursy medyczne. Celem tych kursów było stworzenie punktów medycznych w każdej wiosce. Chiny to wielki kraj, a po wojnie dostęp do pomocy medycznej był bardzo ograniczony, w zasadzie tylko w miastach i miasteczkach była jakaś realna opieka zdrowotna. Ludność wiejska leczyła się u lokalnych znachorów lub domowymi sposobami, oczywiście śmiertelność była duża (inna powód to oczywiście głód i eksperymenty z rolnictwem). Władza postanowiła przeszkolić większą liczbę osób, aby pomagać pospolitym rolnikom i robotnikom. Oczywiście kończyło się to różnie, chociaż w niektórych przypadkach lepsza była taka pomoc niż żadna. System "bosych lekarzy" przestał istnieć dopiero w latach 80-tych. Chociaż nadal w wielu wioskach są tacy lekarze lub lepiej wykształceni lekarze, którzy kontynuują tradycje swoich rodziców lub dziadków. Sam miałem okazję odwiedzić takiego lekarza i żyję ;-). Patrząc na obecną sytuację z koronawirusem w Polsce obawiam się, że niedługo i nasza władza wprowadzi kursy medyczne. Już teraz brakuje lekarzy, pielęgniarek, anestezjologów, osób do obsługi respiratorów, ratowników. Kierują przymusowo do pracy, szukają wśród studentów medycyny, a wkrótce może wprowadzą kursy dla "bosych lekarzy"?! Oby nie... ale źle to wygląda. Naszej władzy brakuje konsekwentnych działań i właściwego planu. To jest wszystko na "łapu-capu", zawsze jesteśmy kilka kroków z tyłu, za koronawirusem - a powinniśmy być przed nim. W Chinach jest to ułatwione, bo z władzą się tutaj nie dyskutuje, nie ma zgody na żadne odmowy czy protesty. To już temat na dłuższy felieton.

<<<poprzednie wpisy

oglądasz najnowsze wpisy


 

 

 

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone