Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Tak sobie myślę, że gdyby chińskie władze przekazały swoim obywatelom, że mają sobie kupić plecaki ewakuacyjne, że nie mają dla nich miejsc w schronach i ogólnie muszą radzić sobie sami w razie jakiejś wojny, powodzi, blackoutu itp. to byłby to taki policzek w twarz dla całego społeczeństwa i każdego obywatela z osobna. W Chinach nie ma czegoś takiego, że państwo jest nieprzygotowane, że przyznaje się do słabości, do tego, że jest z tektury. Zapewnienie bezpieczeństwa to raczej podstawowy obowiązek państwa wobec obywatela. Ile pieniędzy oddajemy w podatkach, składkach? Problem polega na tym, że w Polsce publiczne pieniądze są marnowane, zużywa się je jak papier toaletowy. W Kraju Środka, gdzie do niedawna układy, korupcja były powszechne; mimo wszystko bardzo dużo zostało zrobione dla zwykłych Chińczyków. Tam naprawdę nie widać, by pieniądze publiczne były marnowane, by państwo było słabe, by państwo mówiło obywatelom: "W razie czego, to radźcie sobie sami!". Inna kwestia, że w Polsce media i politycy straszą wojną, nakręcają histerię, bo chodzi o pieniądze. Przecież w obecnej sytuacji parę milionów w tą czy w tamtą "na zbrojenia", zakupione przez firmy powiązane z politykami nic nie zmienia. Wszyscy, którzy są namaszczeni zarobią i nie poniosą żadnej odpowiedzialności za błędne decyzje, za marnowanie pieniędzy. Robią to przecież dla dobra ojczyzny, tylko oni nie wiedzą, co to "dobro ojczyzny" i co to "dbałość o obywateli". Smutne, ale tak jest w naszym kraju.
Czytałem ostatnio książkę o Orient Ekspresie autorstwa Torbjorna Faerovika, w której przytoczył cytat Hemingwaya: "Jeśli miałeś tyle szczęścia, by mieszkać w Paryżu jako młody mężczyzna, miasto będzie częścią ciebie do końca życia, bo jest jak niekończące się święto". Parafrazując te słowa mogę powiedzieć to samo o Shenzhen. To w Shenzhen poznałem wielu życzliwych ludzi, bawiłem się, gościłem na bankietach w wielkich hotelach, odwiedzałem najciekawsze miejsca, piłem pyszne naicha (herbaty z mlekiem) nie wiedząc wtedy, że będą to sławne bubble tea. Jeździłem jak szalony na kolarzówce po ruchliwych ulicach Shenzhen, a kierowcy i przechodnie dziwili się podwójnie widząc białego człowieka na rowerze. Spotkałem wielu Chińczyków, wielu obcokrajowców, z którymi rozmawiałem na przeróżne tematy, dzieliłem z nimi swoje pasje; poznałem świat, jakiego wiele osób nigdy poznać nie miało szansy. Fotografowałem piękne modelki, zachwycałem się życiem w wielkiej metropolii. To wszystko rzeczywiście pozostanie we mnie do końca życia.
Lubię różnych ekspertów prezentujących swoje "mądrości" w mediach. Przed momentem jakiś "ekspert" w PR24 twierdził, że w Chinach jest 3-krotnie większe wydobycie węgla (w stosunku do lat 90-tych), czyli 3 razy większe zanieczyszczenie! Hmm... zanieczyszczenie było rzeczywiście duże, pamiętam Szanghaj, Guangzhou, Ningbo okryte smogiem (widać to zresztą na moich zdjęciach), w Shenzhen było trochę lepiej zawsze, bo większy wiatr, blisko morza, więc ta cyrkulacja powietrza lepsza. Możliwe, że wydobycie węgla jest większe - bo tam się to opłaca, jest dużo nowoczesnych technologii. Tylko nie widać większego zanieczyszczenia. Przede wszystkim teraz większość aut jest elektrycznych, wiele fabryk zmieniło swoje urządzenia, maszyny, kabiny lakiernicze na nowsze modele. Przemysł nie generuje już takiego zanieczyszczenia jak 15-20 lat temu. Chiny mają wiele nowoczesnych elektrowni, w tym ponad 50 elektrowni atomowych. Świadomość Chińczyków w kwestii ekologii też się zmieniła. W 2004 roku potrafili po prostu wyrzucać resztki jedzenia, śmieci na chodnik, teraz nikt tak nie robi. Inna kwestia, że było wielu sprzątających, zamiataczy ulic i te ulice nigdy nie były jakoś mega brudne. Wiele osób nie zna Chin, nie widzi tych różnic, nie widzi, jak bardzo zmienił się Kraj Środka. Proponowałbym takim ekspertom wybrać się do Chin i później się wypowiadać.
Niektórzy powiedzieliby, że Chiny się "ucywilizowały", ale ja tego słowa nie lubię - każdy naród, każde plemię ma swój sposób bycia, swoje przyzwyczajenia. To słowo przywołuje mi też dramat kolonializmu, gdy biali ludzie uczyli tubylców, jak się zachowywać w "cywilizowany" sposób - czasem przez obcinanie im rąk, czasem przez wszczynanie wojen (cywilizacja agresji?). Ja bym powiedział, że Chiny stały się spokojniejsze i bardziej kulturalne. Konkrety: kierowcy nie trąbią na przechodniów, wiele osób ograniczyło plucie/charkanie na ulicy, już prawie nikt nie przepycha się do autobusu/metra, zrobiło się też spokojnie na stacjach kolejowych. Takich przykładów jest mnóstwo. To kulturalne zachowanie widać na ulicach, w restauracjach, sklepach. Kiedyś Chiny były taką dżunglą miejską, trzeba było walczyć o przetrwanie, o jedzenie, o zarobek, o lepsze miejsce, o klienta. Skutery-taksówki, moto-riksze na wsi, na prowincji wjeżdżały prawie ludziom na stopy, by skorzystali z ich usług. Na granicy Shenzhen-Hong Kong sklepikarze namawiali na zakup wody, przekąsek itp. Na każdym deptaku, prawie przy każdej większej restauracji ludzi nagabywali żebracy. Życie było po prostu ciężkie i liczył się każdy yuan. Teraz jest zupełnie inaczej i nam, "białym ludziom" też żyje się tam łatwiej. Niektóre młode osoby zwiedzające Chiny nie wiedzą nawet, jak było kiedyś w Kraju Środka, 20 lat temu, jak ogromny krok zrobiły Chiny nie tylko w kwestii rozwoju, technologii, ale właśnie zachowania, kultury! Miałem okazję to wszystko obserwować i jestem pod wrażeniem.
Chińczycy to jednak zaradny naród, bardzo zaradny. Donald Trump wprowadza większe cła na produkty z Chin, tylko że... wiele chińskich firm produkuje już w Stanach Zjednoczonych. Osobiście znam firmę handlową, która eksportuje suplementy diety i maszyny farmaceutyczne. Ten znajomy od roku mieszka w Kanadzie. Zaangażował swojego brata w przygotowanie fabryki w Seattle. Do fabryki sprowadzili oczywiście chińskie maszyny, chińskich inżynierów, managerów. Będą produkowali swoje wyroby i cła ich nie dotyczą. Inna koleżanka mojej żony sprzedaje głównie do USA urządzenia AGD. Teoretycznie nowe cła zagrażają jej firmie. Dlatego właśnie rozpoczęła współpracę z Malezyjską firmą handlową, która w jej imieniu będzie eksportowała towary do USA. Oczywiście na innych cłach. Zaradność!
