Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Dzisiaj kilka słów na temat obserwacji - ja chodząc po ulicach chińskich miast i miasteczek mam świadomość, że na kamerach cały czas jestem obserwowany, a w systemie pewnie wyświetla się od razu moje imię, nazwisko, numer paszportu, czy przebywam legalnie, do kiedy itp. Z łatwością pewnie można stwierdzić w danym momencie, gdzie jestem i co robię, z kim się spotykam. Chińska znajoma ostatnio się przeraziła trochę. Chciała wypożyczyć rower miejski w Shenzhen, ale w schowku na kierownicy był jakiś zeszyt i 200 RMB w gotówce. Czekała, czy może ktoś wróci, szukała w tym zeszycie, czy jest jakiś kontakt, telefon, ale nie było nic. Zabrała ten zeszyt do domu. Po paru godzinach telefon z policji, czy wzięła zeszyt? Oczywiście przyznała się, ale trochę ją telefon przeraził - może jacyś oszuści? W Chinach też dotarła moda na oszustwa na policjanta, na wnuczka pewnie też. Oddzwoniła na policję, ale wszystko się potwierdziło. Policja po prostu z zapisu kamer wiedziała, kto ten zeszyt zabrał, a numer telefonu mają przypisany do osoby, a osobę do adresu, do dowodu osobistego, do wszystkiego w zasadzie. Proste, ale jednak trochę przerażające.
Szybka kolej w Chinach jest naprawdę zaawansowana. System, którym posługują się konduktorzy/konduktorki jest naprawdę zadziwiający. Zdarzyło się ostatnio, że jechałem krótką trasę z Wuxi do Suzhou (około 10 minut pociągiem, jakieś 40km). Kupiliśmy bilety w ostatniej chwili, więc byłem rozdzielony z drugą osobą. Wsiedliśmy do jednego wagonu, w którym ja nie miałem przypisanego miejsca, ale na takiej trasie to nie miało znaczenia. Mimo wszystko dosłownie po dwóch minutach podeszła do mnie śliczna konduktorka, była zapatrzona w telefon i już ze swojej aplikacji wiedziała, że ja na tym miejscu siedzieć nie powinienem. Wyjaśniłem, że to nie jest moje miejsce i tylko na chwilę usiadłem, nie było problemu. Mimo wszystko system robi wrażenie, obsługa pociągu wie od razu, które miejsca mają być wolne, na której stacji będą zajęte i pewnie (skoro bilety są imienne) wiedzą, że będzie tam siedziała kobieta/mężczyzna czy może obcokrajowiec itd.
Wydaje mi się, że wspominałem w moich zapiskach - Chińczycy nie piją dużo alkoholu. Chociaż ostatnio w niewielkiej miejscowości blisko Yongkang spotkałem wypitą grupę. Przypuszczalnie jakieś spotkanie biznesowe, które trochę im się przedłużyło. W holu dużego hotelu (jedynego w okolicy) zachowywali się bardzo głośno. Krzyczeli, żegnali się, później znów wracali. Ostatecznie jeden z nich przypadkowo rozwalił dużą rzeźbę, hotelową dekorację. Co ciekawe, to recepcjonista nie interweniował, a wypite towarzystwo po prostu zignorowało wypadek z rzeźbą. Trochę nieładne zachowanie. Nawet w windzie nie pachniało fiołkami od tych panów. Tak więc ogólnie w Chinach rzadko widuję pijane osoby, ale właśnie jakieś spotkania, kolacje biznesowe różnie się kończą. Zaznaczę też, że często na takie spotkania przynosi się markowy, drogi alkohol jak MaoTai, który może kosztować kilka tysięcy juanów.
Jadąc pociągiem z Szanghaju do Jinghua byłem ostatnio świadkiem dziwnej awantury. Grupa około 6-8 starszych osób, emerytów siedziała przed nami, a przed nimi jakaś młoda dziewczyna. W pewnym momencie ta młoda dziewczyna odsunęła swój fotel do tyłu. Nie wiedziałem, czy może uderzyła tego emeryta z tyłu, czy po prostu wściekł się, że tak nagle i maksymalnie odchyliła swój fotel, w każdym bądź razie była to iskra. Starszy gość "odpalił" się strasznie, zaczął do niej krzyczeć, że rozłożyła swój fotel. Nagle, w zasadzie bez powodu zaczęli się wszyscy wydzierać, a najbardziej "poszkodowany" mężczyzna. Oczywiście w kilka sekund zjawiła się pani z obsługi pociągu (sprzątaczka), konduktorka, ochroniarz. Próbowali ich wszysktich uspokoić, a nas (obcokrajowców) poprosili, żeby tej sytaucji nie nagrywać. Dziadek awanturował się około 10 minut, aż ta młoda dziewczyna się popłakała, a konduktorka zabrała ją do innego wagonu. Burza o nic, awantura bez powodu i bez sensu. Ogólnie Chińczycy są spokojni i rzadko widzę takie sytuacje, ale jak już coś się zacznie to bywa ostro.
Tak sobie myślę, że gdyby chińskie władze przekazały swoim obywatelom, że mają sobie kupić plecaki ewakuacyjne, że nie mają dla nich miejsc w schronach i ogólnie muszą radzić sobie sami w razie jakiejś wojny, powodzi, blackoutu itp. to byłby to taki policzek w twarz dla całego społeczeństwa i każdego obywatela z osobna. W Chinach nie ma czegoś takiego, że państwo jest nieprzygotowane, że przyznaje się do słabości, do tego, że jest z tektury. Zapewnienie bezpieczeństwa to raczej podstawowy obowiązek państwa wobec obywatela. Ile pieniędzy oddajemy w podatkach, składkach? Problem polega na tym, że w Polsce publiczne pieniądze są marnowane, zużywa się je jak papier toaletowy. W Kraju Środka, gdzie do niedawna układy, korupcja były powszechne; mimo wszystko bardzo dużo zostało zrobione dla zwykłych Chińczyków. Tam naprawdę nie widać, by pieniądze publiczne były marnowane, by państwo było słabe, by państwo mówiło obywatelom: "W razie czego, to radźcie sobie sami!". Inna kwestia, że w Polsce media i politycy straszą wojną, nakręcają histerię, bo chodzi o pieniądze. Przecież w obecnej sytuacji parę milionów w tą czy w tamtą "na zbrojenia", zakupione przez firmy powiązane z politykami nic nie zmienia. Wszyscy, którzy są namaszczeni zarobią i nie poniosą żadnej odpowiedzialności za błędne decyzje, za marnowanie pieniędzy. Robią to przecież dla dobra ojczyzny, tylko oni nie wiedzą, co to "dobro ojczyzny" i co to "dbałość o obywateli". Smutne, ale tak jest w naszym kraju.
