Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Polskie media, a ściślej TOK FM podał (z informacji Xinhua), że na pogrzebach w Chinach organizuje się striptizy, żeby jak największa liczba osób oddała hołd zmarłemu... nie wiem, ile w tym prawdy, nigdy czegoś takiego nie widziałem. A ja głupi chodzę po nocach po barach, dyskotekach, karaoki jakieś, a tam żadna dziewczyna nic nie pokazuje, już teraz będę wiedział, że trzeba na cmentarz chodzić i tam szukać wrażeń.
Czytałem tydzień temu o szybkiej linii kolejowej Shenzhen-Pekin (dziesięć godzin), w tej chwili podróż trwa dwie doby. Jadąc ostatnio trasą Guangzhou-Shenzhen zauważyłem, że na odcinku około stu kilometrów trwają już prace nad przygotowaniem kolejnych torów. Jechałem tą trasą miesiąc temu, ale nic się nie działo, a teraz... Tutaj naprawdę praca wrze i dziwić się, że taki postęp gospodarczy. Z dnia na dzień budują nowe wiadukty, poszerzają tunele, usuwają pobliske domki i ostro poszerzają linię kolejową, miejscami można się doliczyć ośmiu torowisk i nie chodzi o jakieś bocznice tylko trasy, którę obok siebie biegną przez kilka, kilkanaście kilometrów. Nowa linia ma być gotowa w 2008 roku, jeśli dobrze pamiętam i pewnie słowa dotrzymają.
A z okazji ślubu od mojej znajomej otrzymałem dokładnie 888 RMB w czerwonej kopercie. Dlaczego 888 (czyli BA BA BA), bo to oznacza szczęście i bogactwo, pewnie już o tym kiedyś wspominałem. Na początku zdziwiliśmy się z żoną widząc stare banknoty 1 RMB, później 5 RMB, ale po przeliczeniu wszystko było jasne. W Chinach przywiązuje się ogromną wagę do liczb. 7 i 4 to pechowe liczby, czasami w budynkach nie ma nawet takich numerów pięter, a jest na przykład 8A. 4, czyli słowo SY oznacza śmierć w ich języku.
Dzisiaj jest taka specjalna data, moja mała uroczystość, rocznica, trzy lata pobytu w Chinach. Myślę, że w ciągu tego czasu naprawdę wiele dowiedziałem się o Chinach i też sporo podróżowałem w różne zakątki kraju środka, niestety nadal nie przykładam się do nauki języka, ale na pewno robię jakieś postępy. Jeszcze trzy lata temu miałem problemy z prostymi zwrotami i liczeniem, dzisiaj to już codzienność. Muszę się bardziej przykładać i poświęcać więcej czasu językowi chińskiemu, to chyba takie postanowienie na kolejny, czwarty już rok w kraju środka.
...trochę się nie odzywałem, ale musiałem przejechać pół Chin, żeby się ożenić. Tak poważnie, to nie pół, ale 14 godzin w pociągu to jednak coś. Wszystko poszło gładko i po dziesięciu minutach w chińskim USC otrzymaliśmy akt małżeństwa (a później jego wersję międzynarodową), oczywiście wcześniej kilka tygodni na przygotowania dokumentów i tłumaczenia, a w samym urzędzie w kilka minut udzielono trzech ślubów, bez żadnych ceregieli i ceremonii, tylko zdjęcie, papiery, pieczątka i następny (niezbyt romantycznie). Najlepsze były jednak zdjęcia ślubne, w Polsce fotografia ślubna to mały Kazio przy tym, co tutaj się wyrabia, ile przebierania, różne tła, stroje z dynastii Tang, trwa to kilka godzin, albo nawet cały dzień (jak ktoś chce plenery), ale efekt końcowy zadziwiający (piękne zadrukowane albumy i obrazy). Polecam śluby w Chinach!
