Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
26 letni Chińczyk rozmawiał ze mną podczas wizyty w jego firmie (małe miasteczko w Guangdong) na temat pracy w Polsce, naszej historii, jedzenia, kultury itp. Nie mógł mi uwierzyć, że moja pierwsza praca to wynagrodzenie 500 PLN/miesięcznie. Po prostu jak mu to przeliczyłem to się śmiał, tu są oczywiście i niższe pensje, ale porównując to relatywnie do wykształcenia, umiejętności, wiedzy i charakteru pracy to była po prostu śmieszna pensja. W Chinach na tym samym stanowisku można zarobić na pewno dwa, trzy razy tyle.
Jeździłem w Chinach różnymi pojazdami, taksówkami i autobusami, dzisiaj na przykład 5 godzin nowoczesnym i bezpiecznym autobusem Volvo. Ale zanim dotarłem na stację autobusową w prowincjonalnym miasteczku, do którego nie docierają często biali ludzie, przejechałem się super starą taksówką. Pojazd był tak wysłużony, że kierowca (kobieta) podjechała po nas z wielkim trudem i ostrożnie, tak żeby samochód się nie rozpadł na kawałki. Gdy chciałem wsiąść okazało się, że klamka jest wyłamana z zewnątrz. Na każdym skrzyżowaniu, gdy pani wrzucała na luz, aż cała deska rozdzielcza podskakiwała od pracy silnika. Dobrze, że nie musieliśmy za daleko tym klekotem jechać.
Dzisiaj jeden Chińczyk zapytał mnie, czy trudno w Polsce dostać paszport... no ciekawe... może on jeszcze myśli o naszym poprzednim systemie. Teraz już wszyscy uciekają z Polski i wystarczy tylko dowód. Dobrze, że nie pytali mnie, jak tam zdrowie Bieruta. Widzicie, jak Polska jest postrzegana za granicą, nic o nas nie wiedzą. Zdania typu "Chopin był Polakiem?" (niektórzy myślą, że to Francuz), "Kopernik, a tak uczyliśmy się w szkole o nim" (bez większego entuzjazmu), "Papież - a co to jest?", "Warszawa (po chińsku HuaSha), nie znam", "A Polska ma dostęp do morza?" - to już jest na porządku dziennym, niejeden Chińczyk tak mnie pytał, albo się dziwił. Polska nigdy nie potrafiła się promować, a przecież mamy ciekawą historię, wiele sławnych postaci, ciekawe książki, sukcesy naukowe (ostatnio programiści komputerowi), odkrycia, dobre filmy i dobrą muzykę, a ile atrakcji turystycznych, piękna przyroda, morze, góry, tysiące jezior, o muzeach, kościołach i katedrach nie wspominając.
Widziałem dzisiaj dwóch idiotów z psami, bo inaczej ich nazwać nie mogę. Ja wiem, że w Chinach psy to taki szpan, im większy tym lepiej. Nie ważne, że w dużym mieście ten pies nie ma gdzie wyjść, ale co tam... Gość wziął drewnianego drąga i zaczął okładać tego psa, a pies aż wył z bólu. Bił go dwie minuty, bo pies nie chciał usiąść, czy nie słuchał jak go woła, też mi wychowanie psa. Podobną sytuację oglądałem na swoim osiedlu. Kobieta biła psa takim specjalnym pejczem, a ten pies biedny ledwo już chodził. Nie wiem, może dla nich to jakaś forma odreagowania stresu, kup sobie psa i go lej codziennie? Nie liczę, że ktokolwiek będzie się tu zajmowałem losem psa, ale po co im te zwierzaki w domu? Nie znasz się na psach, nie kochasz zwierząt, trzymasz go najwyraźniej dla mody, żeby w domu był sobie pies i niech znajomi podziwiają, jak go będziesz okładał!
Chińczycy już dzisiaj w pracy, dzień jak co dzień. To co sam się mam wodą polewać, żeby tradycję zachować?! No, chyba tak...
