Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Wracając do poprzedniego tematu... w czasie oficjalnych uroczystości na Westerplatte w chińskiej telewizji CCTV 4 zaprezentowano program publicystyczny na temat II Wojny Światowej, aktualnej sytuacji w Europie i planach budowy tarczy antyrakietowej w Polsce. Dosyć ciekawy program, prezenter zaprosił historyka i specjalistę od militariów. Goście wypowiadali się dosyć obiektywnie, wspomnieli nawet o Katyniu. Myślałem, że po tych rozmowach pokażą relację z Polski, ale była tylko krótka wstawka na żywo ukazująca składanie wieńców. Program trwał 30 minut i mam nadzieję, że przybliżył nieco Chińczykom aktualną sytuację Polski, a także nasze położenie w 1939 roku. Wczoraj kolega z pracy mojej żony wspominał coś o dyskusji na forum internetowym, w którym Chińczycy zaprezentowali pogląd, że przed wybuchem wojny Polska jednoczyła się z innymi narodami słowiańskimi w celu zniszczenia ZSRR! Prawda, że mocne! Tak, na pewno z pomocą Czechosłowacji roznieślibyśmy Rosję w pył, ha ha. Możliwe, że Chińczycy wierzą w wojnę 'obronną' Rosji! Oni po prostu bronili się przed Polskim najeźdźcą! Tak to już bywa z propagandą i zakrzywioną historią.
70-ta rocznica wybuchu II Wojny Światowej jest raczej nieistotna w Chinach. Dla przeciętnego Chińczyka liczy się najbardziej wojna z Japonią, do dziś podsycana jest nienawiść Chińczyków do Japonii. Odnośnie wojny w Europie - wiedzą, że Niemcy łatwo i szybko pokonały Polskę (krąży tu taki mit), nikt za bardzo nie wspomina o ataku Związku Radzieckiego na Polskę, czy braku wsparcia aliantów w pierwszych dniach wojny. Wojna Światowa jest postrzegana bardziej przez pryzmat filmów z Hollywood. W ten sposób Chińczycy wiedzą o bohaterskich Anglikach, Amerykanach, Francuzach i praktycznie nic o Polsce i walczących Polakach. Co więcej (nie zważając na historię Europy) Chińczycy bardzo lubią i cenią Niemców w kwestii współpracy biznesowej i rzetelności. Rosjanie byli przez lata przyjaciółmi Kraju Środka - tym samym w obu krajach krąży taka sama 'wersja' historii. Ciekawe, co Chińczycy powiedziliby, gdybym wychwalał Japończyków za ich postęp, pomysły, pracowitość? Otóż skrzywiliby się i wróciliby znowu do wojny i zbrodni Japończyków. Porównując wzajemne nastawienie Chińczyków i Japończyków, Polacy i Niemcy wypadają chyba lepiej, większe pojednanie, zrozumienie.
Wracając jeszcze do poprzedniego tematu. Może dlatego Chińczycy tak szaleją, gdy już wyjadą na jakąś wycieczkę. Po prostu euforia! Pamiętam, jak raz płynęlismy pontonami w okolicach Zhang Jia Jie (Hunan), nagle ulewny deszcz, ochłodziło się, góry, moja żona trzęsła się z zimna, a ja wiosłowałem, żeby jak najszybciej zakończyć ten porąbany spływ. Inne grupy, zachwycone rozrywką! Nie tylko byli mokrzy od deszczu, ale jeszcze wynajęli sobie zabawki do polewania innych wodą, nam też się oberwało. Świetna zabawa! Po powrocie byłem wściekły, miałem mokrą bieliznę nawet i oczywiście nikt nie powiedział, że tam przemokniemy (bez względu na deszcz). Mogliśmy wynająć prysznic - wynajem prysznica to jedno, a ręcznik to drugie! Byłem naprawdę wściekły, tak samo jak może jeszcze kilka innych osób. Większość jednak zachwycona. Może też bym się lepiej bawił, gdybym miał jakieś przyzwoite ubranie ochronne, gdybym nie zmarzł. Wielu Chińczyków w czasie takich wycieczek firmowych (spływy, spacer w górach, kolejki górskie, zjazd na nartach, paintball, jazda na rowerze, gokarty, jakieś pokazy, tańce) - oni po prostu szaleją jak małpki. Oczywiście też się cieszę, ekscytuję, angażuję w to, ale oni po prostu krzyczą z radości i na nic nie narzekają. Hotele mogą być syfiaste, jedzenie bardzo ubogie, samoloty opóźnione o kilka godzin, ale dla nich zabawa jest przednia. To mnie zadziwia! Ponoć Chińczycy są najbardziej pozytywnie nastawionym narodem świata i to chyba zaobserwowałem w czasie takich wyjazdów. Ostatnio w Guilin, jadąc 4 godziny do pól tarasowych w autobusie widziałem rodzinę Francuzów. Ojciec cały czas narzekał i komentował ruch uliczny, zachowywał się bardzo głośno. Na koniec był wściekły, że muszą dodatkowo zapłacić za jakieś przedstawienie i oddzielili się od wycieczki na jakiś czas. On to dopiero narzekał! Inna, młoda Francuzka (nie z tej rodziny) zachwycała się Chinami, studiowała w Pekinie przez rok. Udało nam się razem zobaczyć te sławne pola ryżowe, mimo że padał dosyć ulewny deszcz, ale w końcu niebo się rozchmurzyło i jak na zawołanie ukazał się cudny krajobraz. Europejczycy mimo wszystko mają jakiś umiar, dystans, są nastrojowi, wymagają, narzekają, oczekują. Chińczycy - minimalne oczekiwania, maksymalne zadowolenie. I teraz kto ma rację? Kto jest szczęśliwszy, kto przyjemniej spędza czas?
Przeciętni Chińczycy nie mają wielu przyjemności w życiu. Ludzie, którzy mieszkają w wielkich metropoliach nie mają prawie żadnych rozrywek. Pamiętam, jak kiedyś znajoma żony, jej mąż i dzieci zachwycali się po przejściu przez centrum miasta (taki deptak przy urzędzie miejskim, księgarnia i centrum młodzieżowe). Dla nich to była świetna rozrywka weekendowa. Tak po prostu - spacer po mieście?! W Chinach nie ma tak, jak w Polsce, że można sobie pojechać do lasu, na piknik, na ryby, na spacer, pojeździć w spokoju i ciszy na rowerze, popływać kajakiem itp. Takich rozrywek nie ma, w ogóle żeby wyjechać poza miasto potrzeba 1-2 godziny i wcale niczego ciekawego się tam nie znajdzie. Pola, fabryki, brudne rzeki i jeziora, żadnych lasów, żadnej zieleni. Nawet jeśli jest jakiś fragment naturalnego krajobrazu to zwykle odcięty od świata (może to i lepiej). Zwykle każda autostrada, linia kolejowa jest ograniczona barierami, płotami. Ludzie nie mogą tak po prostu zatrzymać auto, czy wysiąść z pociągu i pójść sobie do lasu czy w góry. Jeśli już - to Chińczycy chodzą w takie sławne i udeptane miejsca, gdzie czeka się w kolejce. Już pisałem o tym, że czekałem w kolejce na szlaku górskim, żeby przejść między skałkami. Nigdzie, dosłownie nigdzie nie ma spokoju, prywatności, ciszy. Byłem w 10 prowincjach Chin i nigdzie nie czułem, że obcuję z naturą, jestem sam, słucham powiewu wiatru i śpiewu ptaków. Tutaj nawet w góry jedzie się autobusami z wycieczką, możliwie jak najdalej, jak najwyżej, żeby się nie nachodzić czasem. Zresztą co to za przyjemność iść w 200 osób w góry? Nie ma mowy też o żadnych wycieczkach rowerowych (wariacki ruch uliczny, ciągłe trąbienie), woda jak już pisałem brudna, nie ma już czystych jezior czy rzek, nigdy nie widziałem by ktoś się tam kąpał (może tylko w jakiś odległych wioskach). Baseny - zatłoczone, setki ludzi. Kina - ceny nieco wyższe niż w Polsce. Filharmonie, opera - ceny zabójcze, ale przy tej populacji chętni się zawsze znajdą, nawet gdy bilety kosztują 500 PLN. Większość rodzin po prostu spędza weekend w domu, przed telewizorem, czasem w zatłoczonych parkach, czasami jadą na zakupy i zachwycają się własnym autem (stojąc w kilometrowych korkach), a tutaj korki nie wyglądają tak jak w Polsce. Gdy stoją już samochody - to stoją na 4-5 pasach, tysiące aut, wyobrażacie sobie ten zapach spalin i temperaturę, gdy na zewnątrz jest 30-35 stopni? Chińczycy naprawdę nie mają wielu okazji by spędzać przyjemnie czas. Najgorsze jest to, że nie wiedzą nawet, jak ludzie potrafią wypoczywać w Europie, te sjesty w Hiszpanii, Grecji, w Polsce niektórzy ludzie kończą pracę o godzinie 15-16, wolne weekendy, przesiadywanie w ogródku, na działce, wycieczki rowerowe... Tutaj to praktycznie niemożliwe. Po prostu żal mi ich! Takie życie nie ma smaku.
Pamiętacie może scenę z filmu "Poszukiwany, poszukiwana", gdy inżynier planował przy makiecie zagospodarowanie przestrzenne miasta i przeszkodziło mu jezioro, powiedział: "A nie dobrze, to budynek niech sobie stoi, a jezioro damy tutaj". Banalne i zabawne, ale nie w Chinach. Proszę sobie wyobrazić, że tutaj faktycznie zasypuje się jeziora! A gdy jest potrzeba wykopuje się je w innym miejscu. Był dwa lata temu taki dziki park, jezioro, drobni rybacy coś tam łowili w sieciach. Był to taki łącznik między dwoma dystryktami miasta. Teraz tego jeziora już nie ma (albo przynajmniej jego części), zieleń została wykarczowana i powstaje tam wielkie osiedle. Na pewno mieszkania będą drogie, bo gwarantują widok na morze i Hong Kong (syfiaste morze, gdzie nie ma plaży i nikt się nie kąpie, ale liczy się widok). Idiotyzm wyjątkowy! Wyciąć jakieś 5 kilometrów lasu, zasypać jezioro i budować, budować, budować. Podobna sytuacja w samym centrum miasta, jest tam taki duży park podzielony na trzy części, pomiędzy tymi częściami oczywiście zakorkowane ulice. Mały fragment tego parku stanowił lasek drzewek liczi, uroczy staw, kilka pawilonów, ławeczki... Teraz - staw zasypany do połowy, ławeczek nie ma, pawiliony zburzone. Trwa jakaś budowa, albo droga, albo kolejne biurowce, czy mieszkania. Chińskie miasta za kilkadziesiąt lat będą wyglądały jak w animacji WALL-E. Syf, zanieczyszczone powietrze, góry śmieci, wieżowce, mieszkania, żadnej zieleni. Co to za zieleń, gdy wycina się las, zasypuje jezioro, niweluje góry, buduje się stu tysięczne osiedle i wstawia kilka kęp trawy, pięć drzewek i donice z kwiatami? Głupiście ludzie, oj głupiś! Za sto lat będziecie tego wszystkiego żałować i zapłacicie za to najwyższą cenę - zdrowie i życie!
