Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Polska to bardzo ciekawy kraj. Zapraszamy chińską delegację, która ma wspomóc PKP Cargo, a w tym samym czasie Polskę wizytuje też Delejlama. I ja się pytam, gdzie tu jest dyplomacja? Wszystkie kraje, które goszczą przywódcę Tybetańczyków są później na minusie u Chińczyków, tak jak ostatnio Francja. Może przeciętny Polak nawet o tym nie myśli i cieszy się, że popieramy Tybet. Tylko co nam ten Tybet da? Zainwestuje w PKP Cargo? Ciekawe... Chińska dyplomacja na pewno odnotuje tą wizytę i w ich rankingu spadnie o kolejne kilka pozycji, o ile już nie jesteśmy na dnie. No bo kim jest Polska dla Chin? Poza kilkoma branżami nie ma większego importu z Polski, nie jesteśmy też mocarstwem, które na potęgę wykupuje chińskie produkty. Jesteśmy dla nich nikim. Mowa oczywiście o władzach Kraju Środka, bo przeciętni Chińczycy są dosyć życzliwi i przyjaźni dla nas. Oczywiście o ile nie wiedzą o wizytach Dalejlamy. Moja znajoma Chinka powiedziała wprost, że go nienawidzi i jak z tym dyskutować?
Coraz częściej spotykam się z sytuacją, w której chińskie rodziny żyją w pewnym sensie rozbite. Dotyczy to zamożniejszych mężów i ojców. Chińczycy od razu po ślubie starają się o potomstwo, jest to już taka tradycja. Jak nie ma dziecka to od razu wszyscy się dopytują, żartują, ingerują i pospieszają młodych małżonków. Tak więc szybko pojawia się dziecko, czasem kolejne, zwykle jedno (polityka jednego dziecka i kary finansowe za kolejne, na przykład w Shenzhen około 90000 PLN). Problem w tym, że faceci traktują to dziecko tak, jakby należało tylko do matki i teściowej. To kobiety mają się nim zająć. W tym czasie Chińczycy pracują w swoich firmach, często w innym mieście. Ostatnio w fabryce mebli - właściciel powiedział mi, że ma mieszkanie w Guangzhou (a jego fabryka jest 2 godz. drogi z Guangzhou), powiedział, że odwiedza od czasu do czasu żonę z dzieckiem. Inny, nawet w tym samym mieście ma firmę i dom, ale ze względu na spotkania biznesowe, imprezy karaoke spędza w domu 3-4 noce w ciągu tygodnia. Mąż mojej znajomej, który ma 8-miesięczną córeczkę spędza z nimi 60-dni w ciągu roku. Praktycznie cały rok pracuje poza domem, jest inżynierem elektrykiem. Może problem Chinek polega na tym, że są bardzo wierne i oddane mężowi? Oni wiedzą doskonale, że nic im nie grozi, żony, konkubiny przywyknęły oczekiwać swoich mężczyzn nawet latami. Mężowie za to chodzą na kolacje, do barów, salonów masażu - a tam pokus ku zdradzie jest wiele. Jak widać wygląda to bardzo szowinistycznie i niesprawiedliwie dla kobiet! Żenimy się, robię ci dziecko - dziecko to twój problem, nie musimy za często razem sypiać, ja mam teraz swoją pracę i inne rozrywki. Oczywiście w Polsce bywa podobnie, ale jednak ludzie mieszkają razem, starają się być razem. Tutaj mężczyzna zawsze dystansuje żonę.
Nietypowe wydarzenie miało miejsce w wielkiej firmie FOXCONN (okolice Shenzhen), która produkuje oryginalne iPhony i znane konsole do gier. Okazało się, że innowacyjna próbka, nowy model iPhone zaginął po wysyłce z fabryki do USA. Firma przeprowadziła dochodzenie w wyniku którego jedna osoba (25 letni pracownik) popełniła samobójstwo. Taka jest oficjalna wersja. Plotka głosi, że może został pobity przez ochronę w czasie jakiegoś przesłuchania, może był podejrzany o kradzież, szpiegostwo przemysłowe... W pewnym sensie firma Apple ma ręce zbroczone tą krwią. Przeklęte iShit. Najbardziej dziwią mnie ludzie, którzy gotowi są zapłacić 2000 PLN za takie byle gówno, produkowane w Chinach. Może podzespoły są przyzwoite, ale koszt produkcji? Czy ktoś o tym myśli? Mamy takiego iPoda (wygrany na loterii), często się wiesza, nie mówiąc już o chorym sposobie kopiowania plików. Zadziwia mnie to, jak bardzo ludzie ufają tej marce, kupcie sobie chińskie mp4, funkcje te same, a cena 10x niższa. No tak, ale no-name mp4 nie da się poszpanować. Musi być logo iShit.
Chińczycy (Han) są już wściekli na 'zachodnie media', szczególnie niemieckie gazety i portale internetowe. Wkurza ich, że to oni są pokazani jako agresorzy w walkach ulicznych w Urumqi. Nie podoba im się, że reporterzy prezentują jedną stronę medalu. Ze zdjęć, które widziałem w AFP i Reuters też mam wrażenie, że to Chińczycy Han mszczą się teraz na Ujgurach. Wściekłe grupy Hanów, z pałkami, toporami, łopatami, kolczugami... Wiem, jak bardzo Chińczycy potrafią być zacietrzewieni, zagniewani na cały świat. Za parę miesięcy walki z ich ulic przeniosą się na wojnę medialną z zachodem. To tak jakby rozdzielać kłócących się małżonków. Ktoś obcy się w to wcina i później i żona, i mąż atakują postronną osobę. Tak samo jest w Chinach, najpierw walczą między sobą, a później atak przenosi się na Japonię, Francję, USA czy Niemcy... Zawsze znajdą winnego na kuli ziemskiej, ale sami są w porządku, bez skazy. A to że zarąbali kilkaset osób na ulicy, skopali kogoś na śmierć, bo w grupie raźniej - to już jest wymysł zachodnich mediów! A zdjęcia AFP i Reutersa są pewnie robione w Adobe Photoshop CS2, bo przecież Chińczycy są święci! Pamiętajcie o tym! Kiedy oni dorosną, przyznają się do błędów, przeproszą za winy i pozbędą się swojej małostkowości i rasizmu? Chyba nigdy, niestety...
W Polsce mamy pojęcie biurokracja, ale to jest nic w porównaniu z Chinami! Znajoma przenosi meldunek (w Chinach nie można tak po prostu zmieniać miejsca zamieszkania, a raczej urodzenia, wielu ludzi zapisanych jest w szkołach, gdzie się uczyli w dzieciństwie). Aby zmienić miejsce zamieszkania na miasto, gdzie pracuje ponad 7 lat musi przygotować takie dokumenty: ubezpieczenie, dwa dowody tożsamości, świadectwo szkolne, potwierdzenie wyższego wykształcenia, potwierdzenie - że wyższe wykształcenie jest prawdziwe, dokumenty z firmy, zaświadczenie o byciu bezrobotnym z jej rodzinnego miasta (absurd!), świadectwo zdrowia, potwierdzenie że nie jest w ciąży, paszport męża i jeszcze kilka innych dokumentów, które trudno nazwać. Na koniec jeden dokument został odrzucony, bo pięczątka nie była we właściwym miejscu. Komunistyczna biurokracja jest chora! Wszystko zapoczątkował Mao, który wypychał ludzi z miast na wieś, aby tam pracowali w kolektywie, a do miast sprowadzał wieśniaków, by wykonywali najgorsze prace. Teraz miasta są bogate i za bardzo nie chcą nowych obywateli, co roku jest limit przyjęcia nowych meldunków. Tym sposobem w 12-milionowym mieście, są 2-miliony prawdziwych, zarejestrowanych obywateli. A ja ostatnio musiałem przepisać formularz wizowy, bo mój długopis nie był wystarczająco gruby (musi być czarny i był, ale jednak nie ta grubość). W chińskich urzędach pracują miliony ludzi, zwykle zajmują się pierdołami, mają dwugodzinne przerwy na obiad, dostają wielkie łapówki, a jeśli ich nie dostają to czepiają się pieczątek, kolorów długopisów i wielkości literek.
