Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
W Kraju Środka władza wprowadziła bardzo restrykcyjny system kontroli obywateli w związku z koronawirusem. Firmy i fabryki muszą najpierw uzyskać zezwolenie na rozpoczęcie działalności po Chińskim Nowym Roku. Każdy obywatel, który wróci z rodzinnych stron do swojego mieszkania, musi to zgłosić lokalnym urzędnikom lub poprzez aplikację WeChat. Niektórzy nadal nie wracają do pracy z obawy przed zakażeniem, w miarę możliwości pracują w domu - chodzi oczywiście o pracowników biurowych i sprzedaż zagraniczną. Gorzej wygląda sytuacja z produkcją. Mi trudno sobie wyobrazić opustoszałe chińskie miasta, które zawsze tętnią życiem, są przepełnione, wręcz przeludnione, ale ma to swój urok. Teraz naprawdę jest dziwnie.
Sytuacja z koronawirusem z Wuhan zmienia się, jak w kalejdoskopie. Z dnia na dzień sytuacja znacząco się pogarsza. Wprowadzono różne zakazy, a ludzie są dokładnie kontrolowani nawet opuszczając i wracając na własne osiedla. Nawet w Shenzhen sprawdzana jest temperatura ciała. Wszyscy wychodzący muszą zakładać maseczki, oczywiście masek już brakuje. Możliwe są dwa scenariusze - albo władze w Chinach nie mówią nam całej prawdy i sytuacja jest krytyczna także poza Wuhan, albo po prostu prewencyjnie dmuchają na zimne. Tysiące lekarzy i specjalistów skierowano do Wuhan. W miastach, miasteczkach i na wsi ludzie rzadko wychodzą z domu. Wieczorami krzyczą z okien "Wuhan jia-you!" (jia-you to okrzyk fanów sportu oznaczający "dodaj paliwa!", "dodaj gazu!"), co w tym przypadku ma być okrzykiem "Wuhan, dacie radę!", "Wuhan, do boju!". Z jednej strony wirus stanowi poważne zagrożenie, z drugiej strony bardzo solidaryzuje cały naród. Nikt tam nie dyskutuje, nikt nie krytykuje, wszyscy przestrzegają zasad, nowych zakazów. Niestety, ale już teraz widać, że poza skutkami zdrowotnymi, osłabi się znacząco chińska gospodarka. Już teraz tysiące ludzi anulują loty do Kraju Środka, rezygnują z targów, spotkań biznesowych, szkoleń itd. Wkrótce mogą zostać wstrzymane transporty niektórych produktów. Inne państwa wprowadzą dodatkowe obostrzenia i zakazy dotyczące importu towarów z Chin. To samo może dziać się w sferze nauki, szkoleń, wymiany studentów itd. Komu najbardziej zależałoby na takiej sytuacji? Jaki kraj otwarcie walczył z Chinami? Wiadomo... albo ten wirus to przypadek z targowiska, albo ktoś postanowił zniszczyć Państwo Środka od środka :-(.
Zagrożenie wirusem z Wuhan zaczyna wyglądać poważnie, ale też w dużym stopniu media próbują straszyć ludzi - wszystkie te zdjęcia ludzi w kombinezonach, filmy ze szpitali w Wuhan, ludzie, którzy stracili przytomność. Wszystko to działa na naszą podświadomość (łączymy to z filmami o pandemiach, zombie itd.). Można to różnie intepretować, ale większość tych ludzi przyszło z powodu strachu, sprawdzić czy są zarażeni. W wielu przypadkach może to być zwykła grypa, wiadomo jaki teraz okres. Może te osoby, które zemdlały wcale nie mają tego wirusa, mogły być osłabione, a poza tym stanie godzinami w tłumie też jest wyczerpujące. Nie możemy dać się zmanipulować mediom. Należy śledzić bieżące informacje z różnych źródeł. Jak na Chiny, na tak duże zaludnienie to naprawdę nie jest jakaś krytyczna sytuacja. W Kraju Środka bardzo szybko i skutecznie radzą sobie nawet z grypą czy anginą. Wszędzie mają skanery temperatur - używają ich nawet bez realnej epidemii. Zaangażowanych jest 10 000 lekarzy w walkę z wirusem, wielu ekspertów, a także wojsko, policja. Powinni sobie poradzić, wierzę w ich zaangażowanie i skuteczność. Zwalczą to, ale to oczywiście potrwa podobnie jak SARS kilka miesięcy, może rok - oczywiście odbije się to na gospodarce. Dzisiaj rozbawił mnie komentarz pod felietonem o tym wirusie z O2.pl: Autor: Spoko, "W Polsce na sorze nawet chiński wirus umrze." ;-)
Jak zwykle w Chinach powitanie 2020 roku bez większych imprez, może wyjątkiem jest Hong Kong. W Kraju Środka ważny jest Chiński Nowy Rok - w tym roku 25 stycznia. Najsmutniejsze jest jednak to, że wprowadzono całkowity zakaz używania fajerwerków! Z jednej strony ma to sens, bo jest bezpieczniej, nie straszą małych dzieci, zwierząt, ale z drugiej strony zanika chińska tradycja. W końcu fajerwerki pochodzą z Kraju Środka. Domyślam się, że władza ich zakazała, żeby było bezpieczniej, ale może też boją się, że takie produkty, surowce mogłyby być wykorzystane do zamachów czy działalności przestępczej. W ten sposób jest to kontrolowane, nie ma dostępu. Wygląda na to, że większość chińskich fajerwerków jest eksportowana głównie do Europy i Ameryk. Oczywiście wyjątek stanowią tutaj mniejsze petardy, które używa się w dniu ślubu czy otwarcia sklepu - ich huk ma odstraszyć złe duchy i przynieść szczęście. Fajerwerki na większą skalę będą też widoczne w czasie oficjalnych imprez. Dla zwykłych Chińczyków zostają... wspomnienia minionych lat. Ja też pamiętam, że wiele lat temu te petardy i wybuchy trwały praktycznie przez 2-3 tygodnie w okresie Chińskiego Nowego Roku i to była przesada, ale żeby w jedną noc nie było kolorowo to niestety smutne.
Wygląda na to, że protesty w Hong Kongu przyniosą odwrotny skutek niż zamierzano. Gdyby do nich nie doszło, to owszem Hong Kong traciłby autonomię i byłby powoli 'wchłaniany' przez Chiny kontynentalne, ale byłby to proces stopniowy. Dzięki temu mieszkańcy Hong Kongu mogliby cieszyć się nadal względną wolnością, demokracją przez kilka, może kilkanaście kolejnych lat. Protesty studentów, którzy pierwsi zaczęli zachowywać się dosyć agresywnie wobec policji, wobec innych mieszkańców spowodowały, że Pekin dostaje zielone światło, aby bardziej agresywnie 'wejść z butami' do Hong Kongu. Jest to prosty schemat - nie radzicie sobie? Wasz system się nie sprawdza? Macie bałagan na ulicach? Pomożemy, zaradzimy temu, wprowadzimy nasz system, nasze zasady! O ile rozumiem idee walki o demokracje, wolność, zupełnie nie rozumiem metod ludzi z Hong Kongu: niszczenie mienia, demolowanie sklepów, banków, infrastruktury miasta, bicie ludzi o innych poglądach, zachowania rasistowskie itd. Większość protestujących stanowili młodzi ludzie, studenci. Przyznam, że oni akurat źle w Hong Kongu nigdy nie mieli. To państwo-miasto było nowoczesne, rozwinięte, dawało im ogromne możliwości, a dodatkowo jako obywatele Hong Kongu mogli podróżować do różnych krajów bez ograniczeń, jakie mają obywatele Chińskiej Republiki Ludowej. Wydaje mi się, że były trzy główne motory napędowe protestów. W przypadku ludzi biedniejszych, którym się nie powodziło, których rodzice pracowali ciężko za niewielkie wynagrodzenia i ciężko było im się utrzymać w Hong Kongu - dla nich powodem do walki była po prostu frustracja. Inni, którzy radzili sobie całkiem dobrze, mieli dostatnie życie byli po prostu znudzeni, szukali wrażeń. W jednym z wywiadów młody chłopak porównał ich protest do gry GTA, że to jest takie Grand Theft Auto na żywo. Wiadomo lepiej sobie w coś 'zagrać' niż siedzieć w ławce i się uczyć. Trzecim motorem tych protestów była oczywiście anarchia, chęć destabilizacji kraju. W Hong Kongu od lat ludzie uczeni są posłuszeństwa, przestrzegania zasad, stania w kolejkach do autobusu, ustępowania miejsc starszym itd. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale najwyraźniej to posłuszeństwo im się sprzykrzyło, znudziło. Teraz protestujący przegrywają z policją, policja przestała się z nimi patyczkować, bo Pekin dał im ultimatum. Rząd Chin może teraz bardziej agresywnie i szybciej wprowadzać swoje reformy w Hong Kongu. Chiny są silną gospodarką i bez problemu mogą przejąć Hong Kong.
