Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Nie wierzyłem dopóki sam nie zobaczyłem. Słyszałem o żebrakach w Chinach, którzy udają niepełnosprawność, żeby wzbudzać litość i zarabiać na tym pieniądze. Dzisiaj widziałem dziadka, który stał sobie w ciemnej uliczce, jakieś 100 metrów dalej jest duże skrzyżowanie i market, oni tam zawsze żebrzą. Stał zupełnie sam, podkreślam stał i czyścił wózek inwalidzki, poprawiał jakąś poduszką. Niesamowite! Ci żebracy ścigają już ludzi jak jacyś zombie. Ostatnio kobieta nas szarpała i wyzywała, żebyśmy jej dali pieniądze. Wcale nie wyglądała na biedną, czy głodną. Wracała sobie do domu, a że zobaczyła białego to wyciągnęła rękę i mnie ścigała.
Wczoraj dodałem nowe zdjęcia, a dzisiaj uruchomiłem dział FELIETONY. Zapraszam wszystkich, którzy chcą lepiej poznać Chiny.
Odebrałem dzisiaj nowe zdjęcia od fotografa, jeden film, ale w sumie większość zdjęć nadaje się do publikacji. Wróciłem do poprzedniego zakładu fotograficznego, ten ostatni foto-lab w sumie nieźle skopał mi fotki. Kolory blade, niedopasowany kontrast, żałośnie to wyglądało. Zacząłem nawet podejrzewać, że albo coś nie tak z moim talentem, albo że mam kiepski aparat. Dzisiaj spośród 38 fotek, kilka jest naprawdę super i z większości jestem zadowolony. Jutro postaram się opublikować jak nie braknie czasu!
Dlaczego Chiny są lepsze do życia niż Polska... jest kilka powodów, ale ten najważnieszy - bo tu nie ma Radia Maryja i nieważne jaką antenę ojciec derektor kupi to i tak tu nie sięgnie. No jest jeszcze Internet... ale w sieci jest demokracja i wcale nie muszę tego słuchać, nawet przypadkowo. A w Polsce? Przesuwając po prostu analogową gałkę, czy wybierając cyfrowo kolejne stacje radiowe zawsze zatrzyma się na RM!!!
W każdym autobusie (czy to wycieczkowym czy dalekobieżnym), czasem też w samochodzie albo pociągu trafi się jakiś Chińczyk lub Chinka, którzy uważają się za gwiazdy karaoke. Nie ma nic gorszego, jak dorwą mikrofon i przez dwie, czy trzy godziny będą nas męczyli swoim śpiewem. Wczoraj znowu tego doświadczyłem w czasie wycieczki. Innym razem w okolicach Hangzhou pewien Chińczyk odwoził mnie i dwóch innych Polaków do hotelu. Uśmialiśmy się z niego, bo cały czas puszczał sobie piosenki z jednego CD i albo je nucił, albo śpiewał refreny pełną piersią i tak przez godzinę. Kolega go w końcu podsumował: "dzisiaj piątek, to może on jutro ma zawody w barze karaoke i musi potrenować dzisiaj". W Chinach trudno o bary, czy dyskoteki, wszędzie karaoke, powariowali.
