Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Władze Chin radzą sobie doskonale z prewencją, przeciwdziałają atakom terrorystycznym. Na każdej stacji autobusowej, czy kolejowej jest przeprowadzane skanowanie bagażu. Teraz, w okresie Chińskiego Nowego Roku kontrole są nawet bardziej zaostrzone. Nawet wchodząc do metra w Szanghaju skanowane są bagaże, a jakieś większe pakunki trzeba okazać policjantom. Może jest to uciążliwe, ale mi to nie przeszkadza w niczym. Na pewno jest to lepsze rozumowanie niż rozwiązania stosowane w USA. Tam dopiero po fakcie służby zaczęły się interesować bezpieczeństwem i kontrolowaniem pasażerów, pakunków... Warto wspomnieć, że teraz na wszystkich większych stacjach kolejowych i autobusowych znajdują się żołnierze. Szeregowi pilnują porządku i pomagają ludziom zagubionym w tłumie. Będąc na stacji kolejowej w Hangzhou byłem zszokowany ilością pasażerów (do chińskiego święta nadal 2 tygodnie). Na dworcu otwarto około 30 kas biletowych i do każdej stała kolejka 10-15 osób. Pomiędzy każdą kolejką żołnierz, w hali dworcowej również policjanci. Można czuć się bezpieczniej! Oczywiście ktoś inny może odczuwać tutaj presję państwa komunistycznego, państwa policyjnego, ale mi to akurat nie przeszkadza, nie w tym czasie i nie w tym aspekcie.
Film "Avatar" pokonał "Titanica" i stał się najbardziej dochodowym filmem na świecie. Warto wspomnieć, że w Chinach film ten był również bardzo popularny, a kina były po prostu masowo oblegane. Mam wrażenie, że gdyby nie wliczać Kraju Środka w rankingu popularności tego filmu to raczej nie pokonałby "Titanica". W Chinach kino przeżywa prawdziwe odrodzenie, w miastach i miasteczkach przesiadywanie w kinie, czy w kawiarni stało się typową rozrywką młodych Chińczyków.
"Chińcyki trzymają się mocno!" - potwierdzam to zdanie z "Wesela" Wyspiańskiego. Media podają, że Państwo Środka inwestuje coraz bardziej w edukację, rozwój, nowe technologie. Mam wrażenie, że etap kopiowania mają już za sobą i teraz przestawiają się na etap wynalazków, innowacji, zmian, usprawnień. Wielu Chińczyków studiujących za granicą wraca do Chin, bo tutaj mają zagwarantowaną dobrą pracę i płacę (poza tym tęskniliby za chińskim jedzeniem - może to żart, ale to dla nich też istotny argument). Pomimo kryzysu kupują nowe auta na potęgę, importowane BMW, Audi, Porsche, Mercedesy - modele, które w Polsce znamy tylko z katalogów samochodowych. Centra handlowe są przepłnione ludźmi w każdy wieczór, a już szczególnie w weekendy. Chińczycy często jadają w restauracjach, przesiadają w barach i karaoke, odwiedzają fryzjerów, salony masażu, SPA. Po prostu korzystają z zarobionych pieniędzy. Yuan jest cały czas w obrocie. Nikt nie zamyka się w domu i nie trzyma oszczędności w skarbonce, to nie jest ich mentalność. Oni uwielbiają pokazywać się z pieniędzmi, trzymają pliki setek w kieszeniach, kłócą się, kto prędzej zapłaci rachunek. Oczywiście nie dotyczy to całych Chin, ale jest duża grupa ludzi, która napędza tą gospodarkę i pcha cały kraj do przodu! Niektórzy robią to pewnie nieświadomie, inni świadomie. Wydaje mi się jednak, że przyszłe pokolenia Europejczyków, Amerykanów mogą się obawiać presji i potęgi Chin.
Życie we wiadrze... czasami spotykam w autobusach miejskich takich robotników. Młode małżeństwa, prości ludzie ze wsi, którzy przenoszą się z jednej budowy na drugą. Ich cały dobytek stanowi pościel poskładana w kostkę, zwinięta kołdra. Nie mają zwykle żadnych bagaży, czy plecaków - wszystkie drobiazgi trzymają we wiadrze. Jest tam mydło, ręczniki, wieszaki, odzież, czasem jakieś garnuszki, naczynia, kubki. Żyją w wielkich miastach, ale nie jadają w żadnych restauracjach, nie chodzą na dyskoteki, nie sypiają w hotelach. Pracują na budowach, budują luksusowe hotele, ogromne szpitale, czy zachwycające centra handlowe - żadne z tych miejsc nie będzie przeznaczone dla nich samych. Zawsze nocują w prostych barakach na terenie budowy, pieniądze wysyłają do rodziny na wsi. Starają się utrzymać pracę, ale gdyby zabrakło zajęć na budowie to nie są w stanie przetrwać w takim mieście, wrócą na wieś.
Wyczytałem ostatnio, że w 2010 roku pewien polski zespół disco-polo szykuje trasę koncertową po Chinach! Z całym szacunkiem dla tego zespołu i tej muzyki, ale czy to jest wszystko, co polska kultura ma do zaoferowania w Państwie Środka? Melodyjne przyśpiewki pewnie dobrze się tu sprzedadzą, ale Polska z tego powodu sławna nie będzie. Już chętniej widziałbym tutaj jakiś popowy lub rockowy zespół, który w Polsce jest teraz na topie. Nawet polski hip-hop byłby tu ciekawszy niż odgrzewane przeboje weselne z lat 90-tych. Tym bardziej, że w Chinach na weselach nawet się nie tańczy!
