Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Czwartek, 30 kwiecień 2009 godz. 08:50

Pewna dziewczyna, studentka z prowincji Hunan powiedziała mi, że chce studiować za granicą. Pytała mnie o różne państwa europejskie, o języki, kulturę, ceny itp. Powiedziała mi, że najtaniej wychodzą studia w Finlandii. Zapytałem, ile dokładnie? W przeliczeniu na złotówki około 40 000 PLN! Wow... rzeczywiście tanio. Ponoć w USA musiałaby płacić ponad 100 000 PLN. Oferty są z wyżywieniem i mieszkaniem, ale mimo wszystko ceny powalają. A co mają powiedzieć ubogie chińskie rodziny, których dzieci mogą być bardzo zdolne? O ile na terenie Chin mogą korzystać z jakiejś pomocy i stypendiów, to raczej nikt nie wysyła ich za granicę na koszt państwa (przynajmniej nie bez znajomości).

Wtorek, 28 kwiecień 2009 godz. 04:53

Wyczytałem ostatnio, że miasto Shenzhen (Chiny kontynentalne) otrzyma specjalne bony na zakupy w Hongkongu. Proszę zwrócić uwagę, jak Hongkong traktuje Chińczyków? Jeszcze dziesięć lat temu uważali się za lepszych, mądrzejszych, kulturalniejszych od przeciętnego Chińczyka spoza kolonii brytyjskiej. Kilka lat temu nadal obawiali się napływu chińskich żebraków, biedoty i prostytutek (z usług tej ostatniej grupy korzystają teraz bardzo często). Gdy w Hongkongu pojawia się widmo kryzysu, spadają przychody z turystyki - wówczas Hongkong wydaje wszystkim wizy i wręcza bony, aby ludzie z Chin napędzali ich gospodarkę. A przy tej liczbie ludności, nawet jeśli ktoś kupuje butelkę wody w Hongkongu czy ośmiorniczkę z grila to też jest to spory zysk. A co z ludźmi, którzy kupują telefony, aparaty, komputery? Na miejscu Chińczyków obraziłbym się na Hongkong właśnie teraz, ale oni zachwycają się dostępem do Hongkongu i tworzą gigantyczne kolejki na granicy.

Piątek, 24 kwiecień 2009 godz. 04:02

Kilka tygodni temu żona przekazała mi informację z chińskich mediów, że rząd, samorządy, władze lokalne w Chinach rezygnują z niektórych przywilejów, oczywiście ze względu na kryzys gospodarczy na całym świecie. Jednym z tych 'cięć' będzie brak kuponów na darmowe masaże! Ja wcale nie żartuję, ale między innymi takie przywileje mają ludzie powiązani z rządem, pracujący dla państwa w różnych biurach administracji. Wyobrażacie to sobie? W Polsce ludzie rozszarpali by urzędników, którzy za pieniądze z budżetu chodziliby na masaże. Władza w Kraju Środka ma zapewnione tysiące przywilejów: darmowe paliwo, pojazdy na użytek własny (najnowsze Mitsubishi, Toyoty, BMW - głównie terenowe), mieszkania, hotele, wycieczki, pełne wyżywienie... Możemy tylko żałować, że nie urodziliśmy się jako dziecko chińskiego ministra, albo jakiegoś inspektora policji, ha ha!

Poniedziałek, 13 kwiecień 2009 godz. 08:02

CZY WIECIE, ŻE... w Chinach praktycznie nie używa się żadnych przeklęństw w codziennej mowie. Nie ma typowo polskich przerywników typu ku..., pier..., itp. Ich język jest prosty, ale nie prostacki. Nie ważne czy mamy na myśli wypowiedzi wykładowcy z uniwersytetu, lekarza, górnika, taksówkarza, czy robotnika... u nich nie ma takiej praktyki, aby zabrudzać język. Są oczywiście przekleństwa, które stosują w wypadku awantury, ale w tłumaczeniu na polski takie bluzgi wywołałyby raczej uśmiech niż kogoś obraziły. No bo jak reagować, gdy ktoś obraża nas zwrotami "Twoja matka..." albo "Ty jesteś złe jajko", "Żółwie jajko". Co ciekawe mają wiele zamienników zamiast obraźliwych określeń. Na przykład prostytutka w pewnych kręgach byłaby nazwana bardzo obrzydliwie w Polsce, w Chinach to zwykle "kurczak" albo "panienka". Męskie przyrodzenie zwykli nazywać w skrócie "JJ" albo "młodszy brat", w Polsce mamy bardziej dosadne określenie, niestety.

Niedziela, 12 kwiecień 2009 godz. 05:08

Mało kto w Polsce zna historię statku Zhen Hua z Szanghaju. Pod koniec roku 2008 w okolicach Somalii zostali zaatakowani przez piratów, podobnie jak "Sirus Star" z polskim kapitanem na pokładzie. Różnica polegała jednak na tym, że statek z Szanghaju częściowo był przygotowany na atak. W rodzimym porcie zorganizowali różne race, armatki wodne, bomby prochowe itp. Zaatakowały ich trzy łódki, armator powiedział, że mogą się poddać i zatrzymać, że pokryją wszystkie straty i będą rozmawiali o okupie. Chiński kapitan zdecydował jednak, aby się bronić. Cała załoga włączyła się do walki. Piraci wdarli się na pokład, ale nie mogli dostać się do przedziałów, gdzie barykadowała się załoga. Domyślam się, że piratom zabrakło też odwagi i amunicji. Po pięciu godzinach walka ustała. Chińczycy wyrzucili na pokład kilka kartonów papierosów i buty dla piratów, aby ci po prostu odeszli. Somalijczycy byli zrezygnowani, zabrali te drobne "łupy" i odpłynęli. Statek Zhen Hua powrócił bezpiecznie do Szanghaju, a kapitan stał się bohaterem całej chińskiej floty.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone